Miesiąc z Linuxem

Cześć wszystkim

Czy naprawdę do szczęścia potrzebny jest mi Windows? Czy dystrybucje linuxa są lepszą alternatywą? Co zyskam, a co stracę na przesiadce?

W ramach wyzwania ruszam z projektem „Miesiąc z Linuxem”, gdzie przez miesiąc postaram się korzystać z komputera wykorzystując do tego jedynie dystrybucję OpenSuse Leap 42.1. Nie mogę powiedzieć, że jestem początkującym użytkownikiem pingwinka, ponieważ różne dystrybucje pojawiają się na moim dysku od roku 2008, kiedy to zainteresowałem się tym tematem. To były czasy kiedy jeszcze można było zamówić oficjalne Ubuntu przez internet i to właśnie system z tej rodziny jako pierwszy gościł zaraz obok systemu Microsoftu. Mimo młodego wieku i zerowej znajomości tematu byłem oczarowany możliwościami jakie daje ta dystrybucja.

Postaram się pisać posty regularnie, opisując wszelkie kwestie codziennego użytkowania systemu w kontekście rozrywki, studiów, pracy. W trakcie wyzwania zademonstruje system osobie, która nigdy nie miała styczności z tym systemem i poproszę ją o wykonanie kilku czynności. Jestem bardzo ciekew opinii osoby spoglądającej na ten temat świeżym okiem.

Pierwszy post już niedługo!

Dobra nowina!

Cześć!

W ostatnim wpisie opowiedziałem przebieg swojej pierwszej rozmowy o pracę na stanowisko Młodszy Programista. Ostatecznie jednak wtedy nie otrzymałem zatrudnienia.

Minął niecały tydzień, już powoli przygotowywałem się do dalszych poszukiwań,  w zakładkach zaczęły się gromadzić linki ofert, kiedy niespodziewanie otrzymałem telefon. Z ofertą pracy! Byłem równie zaskoczony, co zadowolony z tego faktu. Oczywiście, przyjąłem tę propozycję. Kategoria rekrutacja znacząco na tym ucierpi, niestety. Nie spowoduje to jednak pustki na tym blogu, w żadnym wypadku.

Pierwsza rekrutacja – przebieg

Cześć!

Jestem już po rozmowie kwalifikacyjnej, dostałem także odzew od firmy w sprawie zatrudnienia i jestem bardzo zadowolony z przebiegu rekrutacji. Ale po kolei:

Udałem się na rozmowę kwalifikacyjną w garniturze, aby podkreślić fakt, iż biorę tę ofertę pracy na poważnie. Pojawiłem się na miejscu 15 minut wcześniej. Powiedziano mi abym chwilę poczekał i za chwilę pojawi się rekruter. Ten moment był prawdopodobnie najbardziej stresujący – oczekiwanie. Zostałem zaproszony do sali i po przedstawieniu się sobie rozpoczęła się rozmowa kwalifikacyjna.

Bardzo spodobał mi się fakt, iż pierwszym punktem rozmowy jest zaprezentowanie firmy przez rekrutera. Dowiedziałem się wielu ciekawy rzeczy na temat pracodawcy, miałem także okazje zadać kilka pytań precyzujących. Podczas prezentowania firmy miałem czas na oswojenie się ze stresem i przed końcem tego etapu byłem już opanowany i skupiony jedynie na rozmowie. Kolejnym etapem była prezentacja mojej osoby, tak bardziej ogólnie niż ściśle informatycznie – kim jestem, zainteresowania, hobby itd. Następnie przeszliśmy do kwestii związanych z programowaniem: opowiadałem o projektach, w których brałem udział, technologiach, które uważam za ciekawe, kierunku w którym chciałbym się rozwijać. Pojawiły się pytania o Javę, SQL, wzorce projektowe, zastosowanie ich w praktyce. Rozmowa do tego momentu odbywała się w języku polskim, kolejnym etapem było sprawdzenie moich możliwości w języku Szekspira: były to pytania związane z programowaniem i językiem zapytań SQL. Jeżeli ktoś nie ma problemu ze zrozumieniem tego języka ale obawia się, że nie potrafi mówić w tym języku – polecam oglądanie poradników  i czytanie literatury fachowej po angielsku, aby osłuchać się z językiem i zapamiętywać słówka z branży IT. Ostatnim etapem rozmowy było pytanie o zarobki. Odpowiedź „nie wiem” i „a ile mogę dostać?” jest niedopuszczalne. Zastanówcie się przed rozmową ile warta jest wasza praca, jakie są widełki na dane stanowisko w Waszym mieście. Podajcie realną kwotę, nikt nie powinien parsknąć śmiechem z tego powodu. Po rozmowie przyszedł czas na test informatyczny. Tam pytania były proste ale wymagały przeanalizowania dostępnych odpowiedzi, dokładnego czytania i umiejętności wykorzystywania swoistej „dokumentacji na wybrane zagadnienia”, która znajdowała się na końcu testu. Test był oczywiście w języku angielskim. Język ten bez wątpienia jest podstawą w branży IT, bez niego będzie ciężko o zatrudnienie w firmach wykraczających poza granicę Polski.

Po skończonym teście pożegnałem się z rekruterem i opuściłem firmę, po drodze obserwując atmosferę w biurze. Starałem się wyciągnąć jak najwięcej informacji i wniosków z tej wizyty, nawet po rozmowie.

Po kilku dniach dostałem telefon z działu HR tej firmy z pytaniem czy jednak nie mógłbym zwiększyć swojej dostępności (chciałem pracować na 3/5 etatu). Musiałem odmówić, gdyż wciąż jeszcze studiuje, zajęcia nie pozwalają mi na poszerzenie czasu, który mógłbym poświęcić na pracę. Pani z HR poinformowała mnie, że w takim wypadku nie zostanę zatrudniony w tym momencie, ale przyszła współpraca nie jest wykluczona.

Czy w związku z tym zaliczam tę rekrutację jako nieudaną? W żadnym wypadku! To bardzo ciekawe doświadczenie, z którego wyniosłem wiele przemyśleń i ta wiedza zostanie wykorzystana w przyszłości. Dodatkowo, firma ma mnie w bazie potencjalnych pracowników. To oznacza, że jeżeli pojawi się zapotrzebowanie na Młodszego Programistę ponownie, dostanę o tym informację/telefon zanim pojawią się ogłoszenia na nabór.

Na kalendarzu już październik, po ustabilizowaniu spraw związanych ze studiami ruszam ponownie na rekrutacje, tymczasem warto poświęcić czas na rozwój swojej wiedzy bądź rozwój projektów prezentujących umiejętności programistyczne w praktyce.

Trzymajcie się ciepło 🙂